Ulubieńcy sierpnia

Tak, wiem jaki mamy miesiąc, chociaż często nie jestem pewna jaki mam rok. Jednak mam dla was kilka rzeczy, z którymi nie rozstawałam się w ubiegłym miesiącu i byłoby strasznie szkoda, gdyby je tak po prostu przemilczeć. Dzisiaj temat rodem z blogów modowo-kosmetycznych. I chwałam im za takie tradycje! Zapraszam was na ulubieńców sierpnia 🙂

Baletowe

Kostium BLOCH, który w tym sezonie dostaje nagrodę dla najczęściej pranego kostiumu, bo kompletnie nie potrafiłam się z nim rozstać. Z przodu w moim ulubiony fasonie – bez rękawów, zapinany pod szyję na zamek, z tyłu z wykończony przezroczystą siatką, po bokach z ABS, który pamiętam z dziecięcych skarpetek, po to żeby partnerowi było łatwiej nas złapać. Zresztą nawet gdyby było mu ciężej, nic mnie to nie obchodzi bo takie wykończenie super podkreśla talie. Zakochałam się od pierwszego rzutu oka na wieszak i w ogóle mi nie minęło. Kostiumy Blocha, genialnie się noszą, świetnie piorą i wygląda się w nich jak tancerz stulecia. No nic nie zrobię.

Piotra z Blocha warszawscy tancerze znają nie od wczoraj i wszyscy wiemy, że ze swojego sklepu zrobił sklep z różdżkami z Harrego Pottera. To nie Ty wybierasz pointy, to pointy wybierają Ciebie. Kiedy przyszłam z płaczem, że po prawie rocznej przerwie boje się, że wchodząc na pointy umrę, przyszedł, przytulił i dał pudełko, które miało raz na zawsze ukoić mój ból.

Tak w moje ręce trafiły Bloch Elegance, o których już niedługo przeczytacie więcej na blogu. Zdradzę tyle, że dzięki dzielonej podeszwie i specjalnym flexsystemom, nawet po przerwie nie zorały mi stóp, a pierwsza lekcja była miłym przeżyciem, a nie traumą. Są szalenie elastyczny, fantastycznie wchodzą na półpalce, stabilnie trzymają point, cud, miód, orzeszki. Więcej szczegółów niebawem!

 

Nie-baletowe

Teraz trochę kosmetycznie – nie wiem jak Wy, ale ja mam totalną alergię na makijaż w formie totalnej matowej maski. Lubie jak skóra wygląda mimo wszystko naturalnie i zdrowo, a nie jest płaska. Długo szukałam pudru rozświetlającego, który załatwi temat wykończenia i utrwalenia, a twarz nie będzie wyglądała jak posypana brokatem. Wtedy w moje ręcę wpadł Avene Couvrance , czyli puder mozaikowy, który za pomocą różnych kolorów, rzeźbi rysy twarzy i rozświetla skórę. Spokojnie nadaje się do nakładania na całą twarz, a koło brokatowych pudrów nawet nie leżał. Po prostu wyglądamy jak po przespanej nocy.

Zostajemy w tematach „twarzowych” bo makijaż bez dobrej pielęgnacji zawsze będzie wyglądał słabo. Ja z racji koloru skóry, przez który w wysokim sezonie muszę unikać słońca między 6 a 22, jestem skazana na filtry. Aktualnie na temat rozwoju rynku filtrów przeciwsłonecznych mogłabym napisać doktorat.

Co mnie cieszy – powoli zapominamy o kochanych smolistych białych maziach, na których każdy podkład walkował się jak ciasto na pierogi. Nowe filtry nie różnią się w użyciu od zwykłych kremów na dzień, spokojnie można zrobić na nich makijaż, a nawet nie zapychają. Ja lato spędziłam z filtrem 50 z Avene któremu spokojnie można przypisać wszystkie wymienione wyżej cechy. To naprawdę wysoko ochrona, która stała na straży skóry mojego męża, przy którym nawet ja mam oliwkową karnacje (dlatego lubię się z nim pokazywać na mieście). Oboje z Dominikany wróciliśmy z opalenizną i bez skóry schodzącej jak z pytona z nad Wisły. Czyli działa.

 

Mam taką zasadę, że jak na dzień nakładam mocny krem, to na noc odpuszczam sobie na rzecz czegoś lekkiego. Tutaj w wakacje genialnie sprawdził mi się NUXE AQUABELLA , czyli emulsja nawilżająca do skóry mieszanej. Nie zostawia tłustego filtra, nie obciąża, delikatnie nawilża i wygładza. Pielęgnuje, ale też daje odpocząć skórze po filtrze i makijażu u ciągu dnia, jest świeżo i delikatnie. Dla mnie ten zastaw idealny.

No i oczywiście włosy! Przy mojej długości, włosach suchych, rozjaśnionych i wymagających nie jest łatwo znaleść coś, co im się spodoba. O serii KLORANE YLANG – YLANG i moich zachwytach pisałam wam już wcześniej, ale nie mogłam ominąć tego olejku w ulubieńcach. Jeżeli chodzi o nawilżanie, to jest petarda. Ja używam go tak, że mokre włosy spryskuję od wysokości ucha w dół, a na suche nakładam palcami na końcówki, jeśli potrzebują dodatkowego nawilżenia. Włosy super się rozczesują, pięknie pachną miodem i wakacjami. Mimo że seria jest typowo wakacyjna, ja się z nią nie rozstanę nawet jesienią.

 

Tak wygląda mój sierpniowy skład ulubieńców, chociaż te produkty zostanę ze mną jeszcze dłuższą chwilę. A jakie są wasze odkrycia ostatniego miesiąca?

 

Dajcie znać!

Mogą Ci się również spodobać...

1 Komentarz

  1. O sierpniu już niemal zapomniałam ale chciałabym żeby odkryciem października były…i tu bardzo liczę na Ciebie, bo gdzieś mi mignęły i nie mogę odnaleźć „sportowe” pointy. Nie wiem czy to była Adidas czy Nike czy inny Reebok ale były fantastyczne i miały dzielone podeszwy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *