Moja historia, czyli o mnie i White Pointe Shoes

Dlaczego bloguję, czyli po co to wszystko?

Blog jest obalaczem mitów jakie usłyszałam o balecie. I o sobie. Moim raportem z pytań które kiedyś zadałam i na które znalazłam odpowiedź. Zupełnie inną niż te, którymi przez wiele lat mnie karmiono. Chciałam stworzyć miejsce, które sama chciałabym spotkać przed moją pierwszą lekcją baletu. Które będzie udowadniało, że kłębione w głowie marzenia da się spełnić. BO SIĘ DA!

A kim ja w ogóle jestem?


Jestem tym, który nie uwierzył i chciał sprawdzić na własnej skórze, czy z tym baletem aby na pewno się nie da. Po pierwszej lekcji obiecałam sobie, że kiedyś zatańczę w spektaklu baletowym w pointach. Zatańczyłam po roku.

A wcześniej? Wcześniej uwierzyłam, że nie nadaje się do sportu. Włożyli mi to głowy nauczyciele od WF, powtarzając uparcie że jak jestem taka chuda i marna, to się nie nadaje, jeszcze się spocę, zmęczę, umrę albo ktoś mnie uszkodzi. Potem sama w to uwierzyłam i do tej rychłej śmierci przestałam się pchać.

Dopiero na studiach zaczęłam się zastanawiać, czy oni na pewno mieli racje? Czy nie za szybko łyknęłam to, co im się wydawało? I kim oni w ogóle są, żeby mi mówić do czego ja się nadaje? I wtedy już wiedziałam, że nie ma sensu się rozdrabniać. Jak już znalazłam energię wyjście ze strefy komfortu, muszę uderzyć w to, co na prawdę chcę robić. Najwyżej okaże się, że oni mieli racje.

Ale oni nie mieli racje i nie chciałabym, żeby ktoś im jeszcze uwierzył. Dzisiaj wiem, że balet jest dla każdego, kto ma w sercu miłość do tańca, a wszystkie bariery zarówno fizyczne, jak psychiczne, to mit. I bardzo bym nie chciała, żebyś w ten mit dalej wierzył.

Czy jestem dobrym tancerzem? Czy potrafię zatańczyć wszystko? Nie! Często potykam się w własne nogi, zapominam, klnę pod nosem i w głos że coś mi nie wychodzi. I nie wydaje mi się, żeby to się miało kiedykolwiek skończyć. Ale spełniam marzenia. Czuję, że jestem w tym miejscu w którym chciałam być zawsze. Chcę umieć więcej, a to, czego nie umiem nie ma aż takiego znaczenia.

Wiesz co jest moim największym sukcesem – mnie, dziewczynki ze zwolnieniem z WF, siedzącej na ławce kiedy inni grali w siatkę? Że jeżeli już ktokolwiek mnie z czymś kojarzy, to kojarzy mnie z baletem.

Możesz nie wiedzieć o mnie, że:

– Skończyłam Wyższą Szkołę Oficerską, a teraz walczę o tytuł Analityka Bezpieczeństwa Narodowego. O wojsku, misjach, strategiach mogę gadać bez końca, jak tylko znajdę wolnego słuchacza.

– Całe życie mieszkałam we Wrocławiu, przez co jestem miła. Uśmiecham się do ludzi, nie narzekam, we wszystkim widzę dobre strony, wszystkich lubię. My już tacy jesteśmy.

– Bardzo jest mi ciężko przypomnieć sobie moment w moim życiu, w którym nie miałam kota.

– Strasznie przeklinam. Strasznie. Regularnie jest mi przez to wstyd. Kiedyś bezdomny zwrócił mi uwagę na dworcu centralnym w Warszawie, że “może trochę kultury”. Rozmawiałam przez telefon. Z Mamą.

– Zdawałam egzamin na prawo jazdy 5 razy, zanim się nie pogodziłam z tym że po prostu jestem złym kierowcą. Przekonało mnie, kiedy na ostatnim placu łuk zaczęłam robić na jednym obrysie, a skończyłam na sąsiednim.

– 10 lat temu zachorowałam i jak jakimś cudem udało się mnie z tego wyciągnąć, zaczęło mnie strasznie wkurzać bezwolność i niezadowolenie w ludziach. Fakt, na wiele rzeczy nie mamy wpływu, ale zasadnicza większość zależy od naszych chęci i podejścia. Jak tylko słyszę “No takie życie” “też bym chciał ale co ja mogę” albo “życie jest takie złe”, to mam ochotę przyłożyć komuś po ojcowsku w czoło i powiedzieć – “żyjesz? żyjesz. Nie wszyscy mogą tak o sobie powiedzieć, wiec zamknij japę i weź się do roboty”.  Generalnie wystarczy jedna chwila i może Cię nie być. Dosłownie nie być Ciebie. Więc mi tu nie gadaj, że Ci się nie chce żyć, bo nie zdałeś egzaminu albo szef jest dla Ciebie niemiły.

A Ty, jak do mnie trafiłeś? 🙂

Mogą Ci się również spodobać...

Popularne wpisy...