Wakacyjna regeneracja włosów: Klorane Ylang – Ylang

28 sierpnia 2018

Kochane kobiety! Dzisiaj wpis z zupełnie innej, chociaż cały czas naszej, kobiecej beczki. Nie odmówiłam sobie jednak przyjemności, podzielić się z wami moim włosowym hitem wakacji. Zapraszam was na historię o tym, jak wyrzuciłam lokówkę i prostownicę w kąt, a włosy zaczęłam stylizować słoncem.

Powiem tak: ja i moje włosy mamy status związku „to skomplikowane”. Z jednej strony ja mam ich dość, bo są z natury suche, puszą się i bez stylizacji mogę robić za mop. No ale one mi też mają co zarzucić : codzienność z suszarką i lokówką, rozjaśnianie z blondu do platyny czy mordowanie ich długością do pasa.  Nie wyobrażałam sobie do wakacyjnej walizki pakować wszystkich sprzętów do stylizacji, a potem mozolnie robić włosów co rano. Naszym terapeutą związku okazał się Klorane i jego słoneczna pielęgnacja.

Pare słów o samej marce:

Kosmetyki Klorane to francuska marka dermokosmetyków założona w 1966 r. przez lekarza, Pierra Fabre, który zainteresowany jest działaniem roślin. Pierwszym produktem marki był szampon rumiankowy, który po kilku reformulacjach wciąż znajduje się w ofercie marki. Rok później wydano produkt dla najmłodszych – Klorane Bébé. Głównym składnikiem produktów pielęgnujących delikatną skórę dziecka jest nagietek. Klorane oferuje m. in. chusteczki, maści czy spraye zapobiegające odpażeniom, które zawierają olejki roślinne odpowiednie także do masażu skóry dziecka.Już od początku istnienia marka Klorane oferowała dermokosmetyki do pielęgnacji włosów i skóry głowy (od wypadania włosów po łupież), produkty do pielęgnacji skóry twarzy oraz kosmetyki dla dzieci.Można powiedzieć, że firma kieruje się filozofią, że na każdy problem istnieje rozwiązanie w postaci odpowiedniej rośliny. Na długiej liście roślin stosowanych przez markę jest m. in. mango, pokrzywa, tymianek, chaber czy chinowiec.Duży nacisk firma kładzie na podejście ekologiczne, zrównoważony rozwój, zmniejszenie zużycia energii i ochronę przyrody. Rezultatem długoletnich badań są produkty o skutecznym działaniu, które naprawdę stosuje się z przyjemnością. Surowe normy gwarantują dobrą jakość ekstraktów roślinnych, pozyskiwanie ich w ekologiczny sposób i skuteczne użycie ich w produkcie finalnym. Oczywistością jest, że marka Klorane nie stosuje do produkcji kosmetyków  roślin chronionych. Wręcz przeciwnie, Instytut Klorane stawia sobie trzy podstawowe zadania – chronić, badać, edukować. Instytut sfinansował na całym świecie wiele programów zmierzających do ochrony roślin, a wśród nich było wyhodowanie zagrożonego gatunku Normania triphylla w Portugalii przy współpracy ogrodu botanicznego miasta Funchal i Narodowefo Instytutu Botanicznego miasta Brest. Myślę, że miłośniczki naturalnych kosmetyków zakochają się w tej marce.

W serii znajdziemy trzy produkty o których wam opowiem :

Krok pierwszy: Szampon

Szampon Klorane Ylang-Ylang jest specjalnie opracowany do pielęgnacji włosów zmęczonych słońcem. Łagodnie myje włosy, które stają się miękkie i błyszczące.

On naprawdę MYJE włosy – czyści je z piasku, słonej wody morskiej, olejków do opalania itd. Włosy po nim są jak nowe, miękkie, błyszczące, ale nie obciążone. Jak dla mnie daje im wszystko to, co obiecują inni producenci w reklamach.

Krok drugi: Odżywka

Wzbogacony o środki odżywcze i keratynę roślinną, produkt ten głęboko odżywia i naprawia włosy zaatakowane przez słońce, morze, piasek lub basen. Włosy odzyskują miękkość i blask, łatwo się rozczesują. Nadaje się do włosów naturalnych lub farbowanych.

Regeneruje i wygładza włosy, nawet tak porowate i suche jak moje, z którymi normalnie odżywki w ogóle sobie nie radzą. Nawet końcówki wyglądały o niebo lepiej. Podkreśla naturalną fakturę włosów – u mnie delikatne fale, nabłyszcza, sprawia że włosy są miękkie w dotyku.

Krok trzeci Olejek ochronny 

Olejek z filtrami UVA i UVB zapewnia włosom intensywną ochronę przed słońcem i blaknięciem koloru. Pokrywa włosy tworząc „efekt tarczy” przeciwko niszczącemu działaniu soli, piasku i chloru. Zabezpiecza przed utratą nawilżenia i głęboko odżywia.

Traktowałam go jak filtr przeciwsłoneczny. Nakładałam najpierw na mokre włosy, z głową w dół po prostu „wciskałam go” podkreślając fale. Potem na plaży psikałam na z wyciągniętej ręki całe włosy. Nie obciążał ich i nie tłuścił, za to kolor pozostał taki jak przed wakacjami – nie ocieplił się, co u blondów jest standardem.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie da się pominąć – zapach ! Boska mieszanka świeżego miodu i kwiatów, która od razu kojarzy się z wakacjami…

Kolejnym pozytywnym zaskoczeniem była wydajność – zabrałam nieduże butelki (200ml) na wakacje, żeby nie zajmowały za dużo miejsca w torbie. Byłam pewna, że skończą się razem z wyjazdem, ale nic bardziej mylnego – 2 tygodnie po urlopie butelki są puste dopiero w 1/4. Jak to czasem bywa, wakacyjny romans okazał się poważną znajomością 🙂