Tak, jesteś bohaterem

3 lutego 2016

Siedzę na krześle teatralnej garderoby. Popijam kawę, próbuje zebrać myśli w przewie między spektaklami. Ten poranny jest zawsze gorszy, bo muszę doprowadzić umysł to formy. To dużo trudniejsze niż doprowadzenie ciała. Teraz powinno być lepiej.  Jestem zmęczona. Czas spektakli to trochę armagedon, kiedy ani nie dojem, ani nie dośpię i chodzę trochę w innej rzeczywistości. Za drzwiami teatru zostawiam wszystko, co dotyczy mnie na co dzień – pracę, obowiązki, najbliższych. Przez te klika dni jest tylko scena.

Gramy raz na 2, 3 miesiące. To tylko kilka dni, kiedy rzeczywistość przestaje mieć znaczenie. Znowu czuje się jak parówa. Gdybym była zawodową tancerką, tak wyglądałoby moje codzienne życie. Albo „nie życie”, bo pewnie bym umarła. Ze zmęczenia, głodu, nadmiaru kawy.

– przywiozłam dzieciaki ze szkoły, ugotowałam zupę, dałam im jeść, odwiozłam na zajęcia dodatkowe. Myślałam że nie zdążę! – obok mojej głowy z trzaskiem ląduje torba. Budzę się. Rozglądam.

Sale w której się znajduję wypełniają ludzie pełni pasji, którzy sprawnie żonglują czasem między codziennymi obowiązkami a wielką miłością do tańca.  Takich samych ludzi mijam na korytarzach szkół tańca, przed zajęciami, w szatni. Często prosto po pracy, w pośpiechu zmieniających uniformy na baletki. Są w przeróżnym wieku, mają przeróżne zawody. Często mega wymagające, absorbujące, odpowiedzialne. I zawsze na pytanie „co tu robisz”, pada jedna opowiedz : Zawsze o tym marzyłem.

Wcale nie jesteś gorszy dlatego że zacząłeś później. Wcale Twoje poświęcenie nie jest warte mniej dlatego, że jesteś amatorem. Jest inne.

Tak, jesteś bohaterem.

Dlatego że się nie poddałeś i nie zagrzebałeś swoich marzeń na dnie głowy.

Dlatego, że zawsze słyszałeś o byciu „za starym”, chciałeś sprawdzić to na własnej skórze.

Dlatego że się nie poddałeś, mimo że często to jest tak cholernie trudne i frustrujące. I nie wychodzi. I szlag Cię trafia, i masz ochotę wyjść i rzucić to wszystko w pizdu. Ale zawsze wracasz.

Dlatego, że musisz dużo poświęcić. Oprócz normalnego życia, studiów, pracy, obowiązków, masz jeszcze to „w tańcu”. Często musisz się tłumaczyć, dlatego „nie pójdziesz”, „nie masz czasu”.

Pamiętaj o tym!

  • jh

    Ja się bardzo poczułam jak bohaterka po mojej wczorajszej pierwszej lekcji. Konkretnie po tym jak ją przeżyłam. Jak się okazuje naprawdę można mieć kondycję na minusie. Po 20 minutach przestałam czuć to radosne uniesienie związane z faktem, że po tylu latach udało mi się wreszcie pojawić w tym miejscu, a nabrałam przekonania, że jeśli te zajęcia się zaraz nie skończą to na pewno umrę przy tym drążku 😀

  • Lili

    piekna kolekcja pointow 🙂 w nich jest zapisana Twoja historia..kazdy by marzyl o takiej!
    Coz, a jesli o mnie chodzi – to ostatnio zdalam sobie sprawe, ze nie dosc ze stracilam juz wiare ze kiedykolwiek dowiem sie kim jestem to jeszcze totalnie sie zalamalam tym, ze nie wiem czego chce..Chcialam w zyciu juz kilku rzeczy, one przeminely..Nie wiem czy balet to kolejna taka rzecz. Jesli tak, to ja juz nie wiem, co mi zycie przeznaczylo..Problem pozornie blahostkowy, smieszny, ale ja to odczuwam mocno.

  • ola

    Jesteś powodem, przez który w przyszłym tygodniu idę na swoją pierwszą lekcję baletu 🙂 Wprowadzę trochę egzotyki do sali ćwiczeniowej, chyba mało jest 180cm żyraf tańczących balet 😀
    Mam też do ciebie pytanie, od zawsze dużo ćwiczyłam i często wychodził mi problem ze stopami, przy obciągniętych palcach dostaję takich skurczów pod palcami, w podbiciu,że natychmiast muszę to rozmasować. Mogłabyś się podzielić jakimś sposobem na to? Magnez łykam codziennie 😉

    • Lili

      o, ja tez mam te skurcze ;p wydaje mi sie ze nie ma na to rady innej, jak tylko cwiczyc dalej, nie zwazajac na to ;p i byc moze troszke wiecej czasu rozciagac stope w sensie ja siedze na kszesle i mam zawiniete stopy tak do tylu, i zauwazylam ze w sumie odkad tak robie, to nie doswiadczam tych skurczow xD