Nie płacz, Rayan

25 października 2013
Dałam się, wpadłam. Uwierzyłam prorokom mówiącym że muszę ćwiczyć. Uwierzyłam że dzień bez ćwiczeń spowoduje że obrosnę tłuszczem, stracę przyjaciół, będę nikim i zaproszą mnie do „super size me” żeby straszyć amerykańskie dzieci skrajną nadwagą. Czułam jak cholesterol zapycha mi żyły, serce przyspiesza, zamek od spodni wbija się w brzuch. Tak bardzo zgrzeszyłam!

                 Zwariowałam. Nie potrzebuje coacha, potrzebuję psychiatry albo egzorcysty. Dałam sobie wmówić bycie transformersem , który zawsze ma siłę. Czy ja mogę mieć wolne? Czy mi się może nie chcieć? Czy ja jestem wtedy gorszym człowiekiem? Czy ja mogę bez wyrzutów sumienia zjeść chipsy zamiast tofu i nie bać się że trenerzy polaków zadzwonią na policje?

                      Dzisiaj zamierzam nie zrobić nic. Dzisiaj jest złe ciśnienie, nie mogę spać, boli mnie głowa. Dzisiaj endorfin dostarczy mi czekolada i kot w łóżku .
                        Zresztą to mnie nie rusza. To mnie nie rusza. Dżizas Rayan przestań!
  • Ev

    Amen, mam dokładnie tak samo, tylko u mnie przerwa w treningach trwa od maja 😡