Jak przetrwać listopad?

4 listopada 2014

Gdybym nagle znalazła się się na bezludnej wyspie, bez telefony, kalendarza, zegara słonecznego i tak wiedziałabym, kiedy zaczął się listopad. Gdyby ktoś zamroził mnie na tysiące lat, wiedziałabym kiedy jest listopad. Gdyby ktoś wystrzelił mnie w kosmos, razem z Łajką, zanim rozpadłabym się na milion małych kawałków, zauważyłabym, że jest listopad. Dzisiaj jest 4. Ja już to czuje.

Październik to piękna, złota jesień. Grudzień to mikołaj, choinka i  śnieg. Listopad to apokalipsa pachnąc woskiem na znicze i brzmiąca nadgrobnymi kazaniami o śmierci i przemijaniu. W listopadzie wszystkie jest szare, bure, depresyjne. I złe, jednoznacznie złe.

Listopad widać w mojej pracy, która powoli zaczyna przypominać plantacje bawełny w Alabamie. Listopad widać w moim mieszkaniu, gdzie żeby z czegoś skorzystać, trzeba najpierw to znaleźć, a potem umyć. Listopad widać po blogu, bo gdyby był lodówką zostałoby w nim tylko światło. W listopadzie nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem. Listopad widać na mnie, bo chodzę tak nieogarnięta, że niedługo bezdomni zaczną mnie częstować bułką.

Żeby ten listopad jakoś przetrwać wyznaczyłam sobie cele, które postaram się skrupulatnie realizować. Zabierałam się za nie od dawana. Teraz, z barku wiary, dam sobie trochę szczęścia z małych rzeczy.

 

1. Zmienię magazyn za salę baletową.

Kupując mieszkanie, zdecydowaliśmy się na jeden pokój więcej. Docelowo będą wlały się po nim smoczki i grzechotki jakiegoś młodego człowieka, ale na razie jednak mam plan zrobić tam swoje miejsce zabaw.W teorii.  Dostałam nawet od męża w prezencie drążek baletowy na urodziny.

W praktyce jest tam magazyn sprzętu wszelkiego, który w panice ładowaliśmy tam podczas przeprowadzki, a potem zamknęliśmy drzwi i przestaliśmy o nim rozmawiać.  Czas z tym skończyć. Tak na prawdę wszystko jest z niego do wyrzucenia – jeżeli nie korzystałam z czegoś pół roku, to znaczy że tego nie potrzebuję.

Będę wyciągać z niego codziennie po klika toreb, a pod koniec miesiąca wrzucę tu zdjęcia mojej osobistej salki baletowej, posprzątanej pachnącej i z drążkiem. Obiecuje!

2. Zacznę się rozciągać.

Kiedyś ochoczo namawiałam wszystkich do rozkładania nóg, a dzisiaj sama zapomniałam o tych rozpustnych praktykach. Na treningach uczę się choreografii, skoczków, kroczków, po czym wychodzę zmordowana jak koń westernie, z opuszczoną głową i marzącą o łóżku. Efektem są zakwasy od schylania się po koszyk w hipermarkecie. Koniec z tym.

Codziennie poświęcę 20min na rozciąganie, sznurki, szpagaty i inne wygibasy. Chociażby miałam skakać o pierwszej w nocy sąsiadom po suficie. Muszą wykazać trochę zrozumienia dla sztuki!

Pod koniec miesiąca pochwalę się nowymi szpagatami w mojej osobistej sali baletowej. Obiecuje!

3.  Wyjdę 5min wcześniej.

Moją wieloletnią dewizą życiową jest „odwlekaj wyjście z domu do ostatniej chwili a potem zapierdalaj jak popierdolony”. Dlatego nie chodzę w szpilkach, bo w nich się ciężko bieganie. Dlatego zawsze przychodzę niedomalowana, niedoczesna i nieodoubrana z kubkiem kawy w ręce. I wkurzona. Zmienię przyzwyczajenia. Wstanę 5min wcześniej, 5min wcześniej zjem śniadanie, 5min wcześniej wyjdę na autobus. 5min wcześniej wyjdę na trening i nie wpadnę na bezdechu w ostatniej chwili. 5min mnie nie zbawi, a może nie nabawię się zawału przed 30stką.

W tym miesiącu nikt nie zobaczy jak biegnę do autobusu. Obiecuje!

 

Może jeżeli zrobię w tym miesiącu coś dobrego dla siebie i innych, uda mi się jakoś odczarować listopad. Może uda mi się nawet z nim polubić, jako dobrym kompanem do małych zmian. A Wy? Macie jakiś pomysł jak przeżyć listopad?

  • Ja rowniez mam pare postanowien na listopad! Trzymam kciuki!

    • WhitePointeShoes

      Mam nadzieje że pójdzie mi lepiej niż z tymi noworocznymi 😀 Trzymam kciuki za Twoje!:)

  • Trzymam kciuki, zwłaszcza za salkę baletową! 🙂

    • WhitePointeShoes

      Już nie mogę się jej sama doczekać ! Dzięki:)

  • aga

    punkt 3- czy jest ktos, komu sie udalo go zrealizowac? 😀

    • WhitePointeShoes

      Ja robiłam już parę podejść, mam nadzieje że tym razem się uda 🙂

  • Buka

    Ja natomiast zamierzam przygarnąć kotka. Wreszcie udało mi się przekonać Mojego, że to świetny pomysł 😀

    • WhitePointeShoes

      Kot to zawsze dobry pomysł! Ja wyznaję zasadę że jak człowiek jest nieszczęśliwy to znaczy że ma za mało kotów!:D

  • U mnie Listopad jest fajny tylko jednego dnia, to dzien, w którym urodził się mój syn. Na ten jeden dzień się ogarniam ze wsyztskim! a później czekam do 1 grudnia 🙂 Listopad to taki przejściowy miesiąc, niewiadomo jak się ubrac(raz za mróz,raz wiatr, raz słońce), co jeść (żeby nie przytyć przedświętami, w końcu to one czekają zeby dołożyć mi kgmów) i niewiadomo jak funkcjonować(wstajesz ciemno, nie wiesz co zjeść, jak się umalować, problem z ciuchami, jak już wyjdziesz to ci sie nic nie chce, wracasz jest ciemno)
    Postanowiłam nie zmieniać tego, co nei wymaga zmiany. Widocznie listopad musi być takim dziwnym miesiącem, zapewne sam na siebie narzeka 🙂

    • WhitePointeShoes

      Ja muszę go zmienić choć trochę, żeby się dla mnie nie skończył rzuceniem pracy i zaleganiem pod kołdrą z czekoladą w ręce. Swoją drogą, sprytnie sobie zorganizowałaś listopad z tym Synem:D

  • Buka

    W zeszłym roku odczarowałam listopad wycieczką do słonecznej i ciepłej Barcelony na długi weekend. Teraz już trochę za późno;/

    • Dla mnie rewelką byłby chociaż wolny weekend. Ja teraz będę miała tylko 11listopada wolny, w weekend już nie i poniedziałek w pracy. Barcelony zazdroszczę!!

  • póki co listopad rozpieszcza – przynajmniej u mnie w Katowicach. Ja generalnie również nie przepadam za tym miesiącem, no ale szkoda mimo wszystko te całe 30 dni tak przebiadolić, więc staram się ogarnąć i przeżyć w miarę konstruktywnie 🙂 ja – podobnie jak Ty – mam też taki właśnie jeden pokój w mieszkaniu ( nazywamy go z mężem archiwum x) i też mam ambitny plan zrobić w nim porządek w tym miesiącu 🙂 ciekawe co z tego finalnie wyjdzie:)