Jak pójść do opery i przeżyć?

2 listopada 2016

Wiele raz wybierając wieczorne wyjście do Opery, zamiast do klubu musiałam pokazywać źrenice i tłumaczyć, że jestem trzeźwa i jeszcze nie zwariowałam. Ta forma sztuki cały czas wiążę się z całą masą mitów, stereotypów i przekonaniem, że to emerycka rozrywka. Przekonaniem na tyle mocnym, że na korytarzach tych wielkich gmachów częściej spotykam rówieśników mojej babci, niż moich ewentualnych kolegów ze szkolnej ławki. Myślę, że moim koledzy z ławki po prostu nie wiedzą co tracą.

Dzisiaj z rozkoszą obalę kilka mitów, które często słyszę namawiając kogoś na wspólne wyjść na balet:

”  Będzie nudno”

No cóż, niektórym na pewno będzie, ponieważ każdego nudzi na innego. Ja na przykład nudzę się jak mops na meczach piłki nożnej, filmach o superbohaterach czy maratonach po sklepach z ciuchami. Wiem, że to mnie nudzi, bo przetestowałam to pare razy na swoje skórze i za każdym razem kończyło się to tak samo – emocjami jak na tureckim kazaniu. Nie mniej, znam ludzi którzy uwielbiają football, zakupy, Marvela czy tureckie kazania. Nie ma innej opcji jak sprawdzić i się przekonać.

Balet, tak samo jak kino czy teatr ma swoje różne odsłony – może być śmiesznie („Córka źle strzeżona, Don Kichot”), wzruszająco (” Jezioro Łabędzie, „Tristan i Izolda”, „Romeo i Julia”), mrocznie („Giselle”). Może być też głupio i nudno  – tu nie powołam się na konkretne przykłady z szacunku do twórców, bo każdy ma prawo do gorszego dnia. Wystarczy przeczytać i wybrać to co najbardziej nam odpowiada. Nie mniej, z Opery wychodzę nieporównywalnie rzadziej zawiedziona czy znudzona niż z kina albo teatru.

” Nic nie zrozumiem”

Istnieje  dziwny mit, że historie opowiadane w balecie są trudne i niezrozumiałe. Tymczasem większość z nich fabułę mam prostą jak nieprzymierzając budowa cepa, a główny wątek można streścić w jednym  zdaniu. Trudne to jest pokazania emocji przez taniec tak, aby widz wiedział o co nam chodzi.

Mimo, że każde dziecko wie jaki jest przebieg w  „Śpiącej królewnie”, „Jeziorze Łabędzim” czy „Dziadku do Orzechów” dobrze jest jednak mieć pod ręką libretto, przeczytać je przed spektaklem a potem wspomagać się nim w czasie łączenia wątków (inaczej kiedy w Śpiącej Królewnie na scenie wkracza Kot w Butach i Czerwony Kapturek, możemy zacząć podejrzewać że ktoś nam dosypał coś do kawy). Libretto musi być drukowane, bo za czytanie go na telefonie można spektakularnie wylecieć – wiem, bo próbowałam.

„Nie będę wiedzieć w co się ubrać”

Oczywiście, w miejscach gdzie mamy do czynienia z żywym artystą na scenie, okazujemy swój szacunek przez stosowny strój. Z moich obserwacji polega to w dzisiejszych czasach na niewyglądaniu jak ostatnia fleja. Ku mojemu niekończącemu się rozczarowaniu, czas sukien z trenem i much ubieranych na masową skalę odeszły bezpowrotnie, ustępując tzw. casual business – koszulom bez krawata, sukienkom do kolan, żakietom czy marynarką. Upadek ostatniego bastionu dla wieczorowej garderoby upadł nad czym bardzo ubolewam. Jedyna dobra strona tego upadku, to kompletny brak problemu z doborem garderoby – mała czarną, eleganckie spodnie czy białą koszulę każdy ma w szafie. Tylko na Boga – nie zakładaj jeansów!

„Bilety są drogie”

Tutaj nie wdam się w najmniejszą dyskusje: bilet do Teatru Wielkiego – Opery Narodowej można kupić już za 28zł. Jasne, nie jest to sektor w którym możemy spokojnie podyktować tancerzowi na scenie swój numer telefonu, co w wielu przypadkach może być sporą niedogodnością,  ale całą resztę na pewno zobaczymy. Porównywalnie bilet do kina na weekend potrafi kosztować 40zł. Tak, na „Ciacho” też.

Sumując, nie takie diabeł straszny jak go malują! Balet to cały szereg emocji i jestem przekonana że nie raz wyjdziecie z budynku Opery zamyśleniu, rozbawieni, wzruszeni czy wbici w fotel. Czas porzucić stereotypy i znaleźć w tej formie sztuki coś dla siebie, otworzyć się na nowe emocji a jestem przekonana, że nie raz będziecie zaskoczeni, jak mogliście mieć wcześniej tak negatywny nastawienie!

Na marginesie, zaufaj mi – nic nie zrobi takiego wrażenia na dziewczynie, niż zaproszenie na balet.

13495119_830443600418867_2535503045460118017_n

  • Klara

    Chodzenie do Opery wciąga! Raz pójdziesz i potem już tylko polujesz na kolejne bilety 🙂

  • pati

    właśnie zaklepałam bilety na Dziadka do orzechów w Operze Śląskiej 🙂 co prawda miejsca stojące (reszta już wykupiona), ale i tak nie mogę się doczekać 🙂

  • Kilka razy byłam na balecie i jestem zachwycona, faktycznie ten klimat wciąga. Dziś obejrzałam transmisję opery z Teatru Wielkiego, nigdy nie byłam przekonana do opery, ale strasznie mi się spodobała i na pewno wybiorę się kiedyś na operę.

  • Teresa

    Byłam raz na balecie, nie pamiętam jakim ale występował były uczeń mojej mamy i bardzo mi się spodobało, jednak nie miało to tak ogromnego znaczenia jak teraz. Kiedy zainteresowałam się tańcem, jest to dla mnie jeszcze ważniejsze i kiedy dowiedziałam się, że w ramach prezentu urodzinowego (które mam dzisiaj) dostanę bilet na „Jezioro Łabędzie” ,który kosztuje okolo 100zl- wiec mnie nie stac, to moja radosc bylo chyba w Chinach słychać, hahaha. Nie wiem czy powinnam wspomnieć, że mam 16 lat, ale nie mogę się już doczekać spektaklu!♥

  • daaarkdream

    Ja wprost uwielbiam operę. Przynajmniej raz w roku robię sobie wizytę w Bydgoskiej Operze. Zawsze siedzę z opadniętą z wrażenia szczęką a serce bije mi jak szalone jak widzę baletnice na scenie. Dominiko byłabym bardzo wdzięczna gdybyś napisała osobny post na temat tego jak trafić na deski teatru w roli tancerki. Strasznie mi się to marzy żeby kiedyś móc też zatańczyć na scenie. Póki co poczyniłam pierwszy krok i zaczęłam chodzić na taniec klasyczny w Łodzi. Ale nie wiem co i jak. Co trzeba robić że gdy będę już wystarczająco dobra to do jakich placówek powinnam zaglądać. Czy trzeba mieć może dyplom żeby tańczyć na scenie. Chciałabym się dowiedzieć tego wszystkiego. Póki co zadawalam się wizjami w mojej głowie jak tańczę na deskach teatru i póki co mi to wystarcza 😀