Dlaczego innym chce się ćwiczyć, a mnie nie?

20 lutego 2019

Magiczne słowo : motywacja. Przychodzi, odchodzi, nawiedza nas jej wena i spada z nieba. Jak to się dzieje, że niektórzy zostają nią pobłogosławieni, a inni po prostu jej nie doświadczają? Jeżeli z zazdrością patrzysz na zdjęcia fitblogerek na instagramie i zastanawiasz się, dlaczego Ty rano myślisz o symulowaniu własnej śmierci, już Ci tłumacze, o co chodzi.
Uwielbiam słuchać od moich niećwiczących znajomych „ale jak Ty to robisz, że Ci się chce ćwiczyć? Mnie się nie chce…” . Zastanawiam się wtedy, jak oni wyobrażają sobie mój dzień. Spróbujmy : budzi mnie śpiew ptaków, zaparzam aromatyczną kawę podśpiewując radosną piosenkę, wyciągam świetny outfit z szafy i rozanielona biegnę na trening zastanawiając się, co przyniesie mi ten wspaniały dzień….

….yyy, nie.

Mogę policzyć na palcach dni w roku, kiedy mi się chce iść na trening. Kiedy moje poranki wyglądają jak na opisie powyżej. Jestem śmierdzącym, patentowanym leniem, który gdyby robił tylko to co mu się „chce”, prawdopodobnie wychodziłby z łóżka tylko po to, żeby otworzyć drzwi kurierowi fast fooda.

Także yyy, nie.

Zdradzę Ci sekret – pośród moich „ćwiczących” znajomych nie znam nikogo, kto by się nie zmuszał do regularności. Kto by miał same dobre dni i z euforią wychodził na trening żeby bić tam rekordy. Co więcej – nie znam nikogo kto byłby z siebie po treningu niezadowolony, miał poczucie że stracił tu czas.  Jeżeli ja kiedyś wyjdę i powiem że straciłam czas, dzwoń po karetkę.

Mój powrót do ćwiczeń po przerwie był dramatem odkładanym w nieskończoność, na ten poniedziałek co on nigdy nie nadchodzi. Czekałam jego przyjścia w chipsami w garści i netflixem na ekranie. Liczyłam że w końcu mi się zachce, przecież wcześniej uwielbiałam ruch, byłam aktywna. Nie zachciało mi się. Pewnego dnia patrząc na to, jak zamieniam się w obrastającą tłuszczem na kanapie wredną leniwą bułę po prostu wstała, zmusiłam się i poszłam na trening. Nie, nie chciało mi się. Kiedy wyszłam z sali żałowałam tylko tego, że nie zdecydowałam się na ten krok wcześniej.

Dlaczego więc warto ćwiczyć?

Możesz mieszkać w syfie. Mogą dookoła Ciebie walać się nieumyte naczynia, brudne ciuchy a podłoga się kleić. Nikt Ci tego nie zabroni, nie dają za to mandatów. Pytanie, czy będziesz się dobrze czuł?

Możesz nie myć zębów. Uznać że to strata czasu, nie interesujesz się nowymi szczoteczkami ani pastami, szkoda Ci na to pieniędzy. Wyjść z założenia, że to jest zbędne. Nikt Ci tego nie zabroni, do więzienia nie wsadzają kogoś dlatego że jedzie mu z paszczy. Pytanie, czy nie szkoda Ci zdrowia?

Możesz nie robić tysiąca rzeczy, które wymagają do Ciebie minimalnego wysiłku. Jeżeli chcesz mieszkać w czystym domu, musisz poświęcić na to czas i energię, spalić parę kalorii więcej, zająć się tym. Żeby mieć zdrowe zęby, musisz codziennie je myć, tracić kasę na pasty i szczoteczki. Samo nie przyjdzie. Nie mniej, efekt wart jest poświęcenia, bo siedzenie w czystym domu z czystymi zębami to przyjemność.

Podobnie jest z ruchem – na bank jest odsetek ludzi, którzy jarają się jak wilki z Pocahontas w księżycową noc że mogą iść rano na trening. Jednak gdyby tylko oni przychodzili ćwiczyć, cała branża sportowa poszłaby z torbami. Dla większości normalnych, pracujących, nie mających służby w domu ludzi trening to logistyczny tetris połączony z wredną walką z własnym ciałem i umysłem. Nie licząc błędu statystycznego nikomu się nie chce. Co nie znaczy, że jest to jakieś usprawiedliwienie, bo z medyczno-praktycznego punktu wiedzenia ruch powinien być  naszej piramidzie tam, gdzie sprzątanie mieszkania i mycie zębów.

Po co ja ćwiczę?

Po pierwsze dlatego, że świat jest wtedy dla mnie bardziej znośny. Bez ćwiczeń wkurza mnie wszystko. Kiedy wyładuje negatywną energię, mam więcej cierpliwości. Jestem lepszą żoną, córką, partnerką, pracownikiem, obywatelem. Częściej się uśmiecham, czuje jak puszcza mi obręcz ściskająca mózg. O ile rzadko przychodzę na trening kipiąc energią, to nie zdarza mi się wychodzić z treningu nie kipiąc energią. Fit wersja mnie to lepsza wersja mnie – weselsza, bardziej wyrozumiała, lepiej zorganizowana.

Po drugie, tak samo jak nie chce mieszkać w syfie, tak samo wole mieszkać w dobrym ciele. I nie chodzi tylko o fałdę na brzuch. Chce być sprawna, podbiec do autobusu, chodzić na długie spacery. Czuć że moje ciało jest w dobrej formie, działa jak dobrze serwisowana maszyna. Wtedy lepiej się ze sobą czuje.

Po trzecie, chce być zdrowa. Nie mieć cukrzycy, nowotworów, miażdżycy, otłuszczonej wątroby czy zwyrodnienia w kręgosłupie. Wiem i już się przekonałam, że na wiele rzeczy nie mam w wpływu, ale mam postanowienie że „kostucha w ringu zastanie mnie w dobrej formie”. Wtedy zawsze masz większe szanse, że ta walka będzie wygrana. Na wiele rzeczy mam wpływ i nie nawale. Dookoła mnie jest wiele ludzi, którym jestem potrzebna.

„Proszę Pani, do brzegu, jakieś wnioski?”

Już podaje! Ludzie którzy regularnie trenują, nie różnią się niczym od Ciebie. Wcale nie mają magicznej mocy, nie wyskakują rano z wyra w otoczeniu skowronków, ich torby nie pakują się same. Po prostu podejmują inne decyzje, albo – tak jak ja, nie myślą czy im się chce. Robią zanim pomyślą.

Jeżeli chcesz ćwiczyć, po prostu to zrób. Nie myśl, nie analizuj, nie szukaj wymówek. Zapisz się na wymarzone zajęcia, albo rozłóż matę w domu i zrób chociaż 30min ćwiczeń. Zanim Twój mózg zacznie Ci podpowiadać jakieś pierdoły. To jest ten najważniejszy krok do nowej, szczęśliwszej, bardziej uśmiechniętej wersji Ciebie.

Po słowie…

„Jak to WPS? Ani słowa o pasji?”

A no ani jednego! Uważam, że nie musisz się jarać myciem zębów ani sprzątaniem mieszkania, żeby nie waliło Ci z paszczy a podłoga była czysta. Nie musisz śledzić trendów szczoteczek do zębów, ani mieć najbardziej prestiżowego płynu do podłogi. Dzisiaj jest o ruchu jako o higienie, o której często zapominamy. Nasze ciało jest stworzone do ruchu, to dzięki niemu się regeneruje, wzmacnia, ulepsza. Jeżeli realizujesz plan minimum – czyli 3x30min tygodniowo, poczujesz się lepiej. Nie ważne czy zrobisz to z rozkoszą, czy wymęczysz, czy będziesz miał na sobie leginsy z topmarki czy zszargany dres. To zadziała.

Oczywiście zawsze lepiej w życiu czuć rozkosz, dlatego zachęcam Ci do szukania tego, co sprawia Ci radość. No ale najpierw musisz w ogóle zacząć 😉

Zdjęcia do wpisu: Natalia Świdlicka

  • Excel

    „jarają się jak wilki z Pocahontas w księżycową noc …” Kocham <3
    Dzięki za wpis!

  • Paulina Niedźwiadek

    Super napisane ❤️