Balet – początek, czyli zespół z którego mnie nie wyrzucili.

19 stycznia 2015

Pod wpływem wielu pytań, sama zaczęłam się zastanawiać, gdzie mi się właściwie zaczął ten balet.  Ostatnio spacerując po facebooku trafiłam na dawno nieoglądany profil kolegi. Kolega ma uroczą buzię,  szarmancki uśmiech  i klatę, jakby go Michał Anioł dłutem haratał. Kolega jest tancerzem. Artystą zespołu, który miał chyba kluczową rolę w budzeniu się baletu w mojej głowie. To był zespół z którego mnie  nie wyrzucili.

Nie, nie. Ta historia nie jest o tym że mnie nie wyrzucili, bo byłam dobra. Potem wyrzucili mnie jeszcze z paru zespołów. bo nie była dobra. Kilka razy jeszcze słyszałam, że „już niedługo”, „już wkrótce”*.  Ta historia jest inna.

Miałam wtedy ze 21lat i chciałam tańczyć. Zaczęłam od ruszenia sterty kości, która wtedy nazywana szumnie była moim ciałem. Chciałam mieć kaloryfer, plecy jak czarny łabędź i wyżyłowaną łydkę. Zapisałam się na zajęcia z jakiegoś dance-śmiegens, w małej szkole, w której nikt mnie nie znał. Przyszłam w dresie, trampkach, stanęłam w pełnej gotowości przed lustrem i wtedy….

….i wtedy przyszedł on**. On był instruktorem. Był wysoki, przystojny, miał kaloryfer przebijający przez obcisły T-shirt i  rząd białych zębów,  ja próbowałam się się nie zasapać, nie spocić, nie zrobić złego wrażenia i nie umrzeć. Przez miesiąc udało mi się może ze dwa razy.

Mijały tygodnie, a ja jak na skrzydłach leciałam na trening. Potem od recepcjonistki dowiedziałam się że On jest mistrzem, już nie pamiętam czego, ale chyba galaktyki w tańcu już nie pamiętam jakim. Od tej chwili starałam się już w ogóle jak najmniej spocić przy jak największym robieniu wrażenia. To mi akurat nie wyszło ani razu.

Wtedy nadeszła ta wiekopomna chwila. Po treningu, kiedy seksowym ruchem wycierałam w rękaw dresu pot z czoła, ON do mnie podszedł. Stwierdził w krótkich, żołnierskich słowach, że prowadzi zespół, mają brak kadrowy i jak chcę, to mogę wpaść na trening i zobaczyć, czy się nadam. I że zespół ….

….reszty nie słyszałam, bo mi zagłuszała gotująca się woda w moich kolanach.

Nie chciałam wyjść na łatwą, więc powiedziałam, że się zastanowię, tyle że tym razem postanowiłam się na prawdę zastanowić. Co więcej, postanowiłam z tą propozycją zrobić to, czego pod żadnym pozorem osobowość XVII wiecznej pensjonarki nie pozwalała mi zrobić z kolegą – najpierw się przespać, a potem dopiero zastanowić się co z tym wszystkim zrobić dalej.

Z problemem się nie przespałam, bo w ogóle nie spałam.Nie zadzwoniłam. Na trening nie przyszłam. Doszłam do wniosku że nie chcę tańczyć w takim zespole. Doszłam do wniosku że chcę tańczyć w balecie.

To był co prawda moment w którym rodzice, znajomi, dziadkowie i ówczesny adorator zaczęli się synchronicznie pukać w czoło, ale dzisiaj widzę, że było warto. Mimo tego, że potem mnie regularnie wyrzucali z różnych innych miejsc, co się zazwyczaj kończyło cierpieniem młodego Wertera i sporą butelką wina.

Wniosek – czasami są takie problemy, z którymi warto się przespać.

 

 

 

* To było bardzo pozytywne zjawisko – nauczyłam się że trening to rzecz święta, a picie kawy pod drążkiem fatalnie się kończy.

* To była dziewczyna, ale cała reszta reakcji się zgadza, a przynajmniej nikt mnie nie pozwie za naruszenie danych osobowych. Nie wiem jaki ta historia miałaby finał gdyby to był facet, ale jak sobie przypominam siebie w wieku 21 lat, podejrzewam, że dla mnie tragiczny.

 

  • Były mąż :D

    Jaram się tą historią 🙂 Pamiętam wszystkie moje pomysły i dźwięk kiedy palec uderza o czoło 🙂 Właśnie z tego dźwięku powstają zajebiste opowieści 🙂

    • Były mężu, nie po to tak się napracowałam przy papierach, żebyś mi się teraz ujawniał! 😀

  • karolina

    Czy dążysz do tego, aby tańcem zajmować się zawodowo?

    • Dążę do tego, żeby możliwie najlepiej wykonywać swoją pasję 🙂

      • fan

        Ale miło by było, żeby zajmować się zawodowo tylko tym, co się kocha, prawda? 🙂

  • Karo

    Inspirująca historia, dziękuję (bo ja właśnie przeżywam kryzys i okres zwątpienia we własne możliwości, więc trafiło w odpowiedni moment).

    • Trzymam kciuki żeby wszystko wyszło na prostą ! Kryzysy nas wzmacniają !

  • Ja tam się danymi nie przejmuję, jak nie kłamię (a nie kłamię) to jadę ludzi z nazwiska.

    p.s. tak, dobra historia!

    • Też tak kiedyś robiłam, ale zauważyłam że ludzie mniej chętnie powierzają mi sekrety 🙁

  • Zuzanka

    Hej, trafiłam na Twojego bloga przypadkiem, i okazało się, że świat jest jednak mały… Pamiętam Cię z Wrocławia, z czasów, kiedy byłaś jeszcze ze Stykiem 🙂 Nie miałam okazji osobiście Cię poznać, jednak wiele o Tobie słyszałam, bo bywałam na jakichś imprezach z Mateuszem, Meksykiem i resztą. Twojego bloga świetnie się czyta! Teraz aż żałuję, że nigdy nie było mi dane z Tobą porozmawiać na żywo. Zdjęcia fantastyczne. Pozdrawiam 🙂

    • Dominika

      Wow, to niesamowite że mnie pamiętasz! Bardzo mi miło 😉 Jeszcze żyję i we Wrocławiu jestem często, więc z tą rozmową na żywo nic straconego 😉