Dlaczego kobieta powinna mieć pasje?

6 grudnia 2016

Tytuł trochę przewrotny, bo oczywiście pasje powinien mieć każdy. Nie mniej, dzisiaj bardziej o nas – kobietach. Dlaczego? Bo to my najczęściej mam tendencje do zapominania o sobie, odsuwania siebie na dalszy plan, stawiania ponad nami chłopaka, partnera, męża, dzieci czy w ogóle innych ludzi. I im jestem starsza, tym bardziej wydaje mi się, że to nie jest nasza decyzja, a bardziej rodzaj oczekiwania społecznego. A to właśnie pasja może nam dać miłość – tą najważniejszą, do samej siebie.

Poszukaj siebie

Ile razy czytam emal, w którym pojawiają się słowa ” i kiedy poznałam jego, odnalazłam siebie, moją wiarę we własne możliwości” przechodzi mnie dreszcz. Jasne, wiara w siebie często ma swój początek tam, gdzie ktoś w nas wierzy – rodzice, nauczyciele, wychowawcy, trenerzy. Potem bierzemy co nasze i budujemy. Jednak kiedy jedynym fundamentem jest facet, który pewnie jest nami zafascynowany, kocha nas i mówi różne rzeczy, zawsze w mojej głowie pojawia się myśl: co będzie, kiedy facet zniknie? A oni nie zawsze znikają tylko dlatego, że są bucami i oszustami. Czasami znikają z powodów totalnie niezależnych od nich. A kobieta zostaje sama. Pytanie, czy wiara we własne możliwości pozostanie wtedy razem z nią?

Poczucie własnej wartości to nie jest coś, co można dostać w prezencie. Takie prezenty zazwyczaj znikają razem z ofiarodawcą. Poczucie własnej wartości, które zawsze z nami będzie to takie, na które same sobie zapracujemy, utworzymy w sobie. Doceniając nasze sukcesy, podejmując ryzyko, zawalczymy o siebie. A przede wszystkim polubić siebie, żyć w zgodzie ze sobą i na własnych warunkach.

Bądź bezpieczna 

Mam złą wiadomość – w życiu pewne nie jest nic. Wielkie firmy plajtują z dnia na dzień. Sportowcy zapadają na ciężkie choroby. Angelina zostawiła Brada Pitta. Generalnie, ani miłość, ani praca, ani nic, co zależy od udziału drugiej osoby nie jest pewne.

Przedstawię Ci sytuację, jakich milion. Kobieta spotyka mężczyznę. Ma swoje życie, pracę, znajomych, zainteresowania. Nagle zakochuje się i to wszystko przestaje mieć znaczenie – jego znajomi są jej znajomymi, jego pasja jej pasją, wszystko robią razem. Trwa to latami. Pewnego dnia mężczyzna znika, a kobieta zostaje sama – bez (jego) znajomych, bez (jego) zainteresowań, bez (jego) pomysłu na spędzanie czasu. W pustym mieszkaniu.

Jeżeli znajdziesz coś, w co wkręcisz się bez reszty, nigdy nie zostaniesz z poczuciem pustki – pasja, którą realizujemy daje nam rutynę, odrywa od codzienności, organizuje czas. Nieważne, czy to malarstwo, jazda na rowerze, moda, szachy, makijaż. Każda z nich zajmuje nam czas, tworzy w planie dnia przestrzeń na „zajęcie się sobą”. Oprócz niej, jest jeszcze kilka innych przestrzeni – praca, dom, facet itd. Jeżeli któraś z nich zniknie, masz jeszcze inne, w tym tą, której nikt nie może Ci zabrać, bo od nikogo innego ona nie zależy – Twoją przestrzeń. Mając pasje nigdy nie zostaniesz w pustym mieszkaniu.

 

Coś kosztem czegoś ? 

Wszystko pięknie, tylko czy warto ? Przecież mamy swoje obowiązki, rutyny, codzienność? Przecież nie powiem nagle chłopakowi, że nie idziemy wieczorem do kina, bo ja mam trening?

Uwaga, będę mówić banały. Nie zdarza mi się to często, ale tym razem sytuacja tego wymaga:

Jeżeli ktoś Cię kocha, będzie chciał żebyś miała swoją przestrzeń – taką, która nie jest dla niego. Spełniona, szczęśliwa kobieta to coś co chce oglądać każdy facet, któremu zależy na swojej partnerce. Taki ktoś rozumie, że czasami są okoliczności ważniejsze od niego, gdzie trzeba się odsunąć. Wspierać, rozumieć, ale stać na planie z tyłu.

Ile razy my odsuwamy się na drugi plan? „Nadgodziny w pracy”? „Bardzo ważne obowiązki”? „Dzisiaj nie mam czasu, bo mam bardzo ważny projekt, dasz sobie radę?”. Nikomu korona nie spadnie z głowy, jeżeli to samo da od siebie.

Tak, myślę że można i mieć ciastko i zjeść ciastko. Na tym często polega równowaga.

Każdy chce mieć przy sobie ciekawego partnera. Osobę, której godzinami można słychać, która się w czymś zatraca. Każdy z nas chce być z partnera dumnym, nie ważne, czy on robi sto piruetów, przejeżdża samochodowe rajdy, maluje boskie obrazy czy klei najlepsze modele po tej stornie Wisły. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś sama była dla siebie interesującym partnerem.

Zrób po swojemu

Kiedy słyszę od kobiet: „to on mnie stworzył”, wpadam w lekkie przerażenie. On mi to dał, więc on może mi to zabrać. Na swój sposób podziwiam, bo ja bym tego nie udźwignęła.

Mam poczucie, że nikt mnie nie stworzył. Jasne, zostałam wychowana przez fajnych, mądrych rodziców, którzy mnie tak namawiali do próbowania, że mi to wiecznego próbowanie weszło w krew. Próbuje i sprawdzam co się wydarzy. Spotkałam w życiu wiele osób, które pokazały mi jak chcę, albo nie chcę być traktowana, dzięki temu wiem, jak dobrze się czuje, a na co sobie nie pozwolę. Byłam regularnie klepana po plecach, ale to nie ma nic wspólnego z tym, że się dobrze ze sobą czuje. Byłam regularnie kopana w tyłek, ale to nie sprawiło, że się czuje ze sobą źle. Co więcej, często byłam kopana całkiem słusznie i dzięki temu nabrałam rozpędu.

Znalazłam pasje, swoje miejsce na świcie. Nikt mnie nie zaprowadził pod Szkołę Baletową za rękę – poszłam tam na własnych nogach, podejmując decyzję, że dookoła tego będzie toczyć się moja życie. Nikt nie pokładał we mnie nadziei, nie mówił że „muszę to zrobić, bo go zawiodę”. Wiem, że mogę zawieźć tylko siebie.

Jasne, trochę pewnie musiałam poświęcić – od wakacji nie miałam wolnego weekendu, rzadko spędzam wieczory przed telewizorem, ciężko się ze mną umówić, zwłaszcza jeżeli w grę nie wchodzi wspólna lekcja. Biorę na swoje barki to, że jestem słabą partnerką, tragiczną przyjaciółką, że często nawalam. Zapominam odpisać na e-mail, nie odbieram telefonów, nie pamiętam o urodzinach, często nawet własnych. Wiecznie się śpieszę. Moja codzienność daleka jest od modnej filozofii zen, nie jestem przykładem człowieka uciekającego od pędu. W ogóle w życiu sporo patrzę na zegarek.

Ale to nic, w porównaniu z tym co zyskałam – własną przestrzenią. W moim życiu w ciągu kliku lat zmieniło się już chyba wszystko, ale balet jest nieprzerwanie jego stałym elementem. Dzięki niemu nigdy nie czułam się obca, nawet w nieznanym mieście. Nigdy nie czułam się bezradna, nawet w szpitalnym łóżku. Nigdy nie czułam się samotna, nawet jeżeli traciłam kogoś bliskiego. Zawsze miałam cel.

Czasami oparta o drążek w sali myślę o tym, co zrobię kiedy ta przygoda się skończy. Kiedy będę jedną z tych osób, które praca pochłonęła na tyle, że pasja uciekła im przez palce. Czy wciągnie mnie wir pędu za spłaconym kredytem? Czy stanę się jedną z tych dziewczyn, które utknęły z małymi dziećmi w domu i przepadły? Czy gdzieś mi to ucieknie, stracę zapał, wypalę się?

Wtedy przypominam sobie, że przecież to ja decyduje, jak wygląda moja życie.
Ty też decyduj za siebie.
I szukaj swojej przestrzeni.

  • Lili

    Tak to prawda, pasja jest potrzebna człowiekowi. Ja o sobie mogę powiedzieć, że zanim chodziłam na balet, to moje życie wyglądało: powrót ze szkoły i do końca dnia pesymistycznie odrabiałam zadania domowe, albo nie chciało mi się nawet ich odrabiać, tylko narzekałam. Odkąd chodzę na balet, nauczyłam się, że człowiek może sam o sobie decydować i o tym co osiągnie. I że nigdy nie jest za późno, by zrobić krok do przodu. Dzięki baletowi, w codziennym życiu nauczyłam się, aby nie odkładać zadań na później, lecz aby działać, a wtedy każda chwila zbliża nas do celu. Oraz zauważyłam, że balet pozwala mi naprawdę na pewien czas zapomnieć o Bożym świecie. To jest taka prawdziwa odskocznia od codzienności. Kto pójdzie na lekcję baletu, ten się przekona, że sala baletowa to bateria która napełnia nas energią.

  • Marta

    Dzięki za ten tekst. Tak mi pasuje na 21 urodziny. 🙂

  • Piękne słowa. Całkowicie się z Tobą zgadzam, pasja to naprawdę coś więcej niż „zywkłe hobby”…

  • Magda

    Dziecko dla wielu kobiet jest tylko wymówka, żeby czegoś nie zrobić.
    Ja co prawda musze zrobić sobie kilkumoesięczna przerwę pp cesarskim ciecìu, ale jak tylko dostane zielone światło to wracam na zajęcia 😉