Mój plan treningowy – od pierwszej lekcji, do dziś.

8 kwietnia 2015

Chciałam zrobić serię z najczęściej zadawanymi pytaniami, ale w sumie ranking to pytanie o mój plan treningowy a potem długo, długo nic….

Zacznijmy więc od początku, kiedy te 3 lata temu stanęłam pierwszy raz w drzwiach szkoły baletowej. Nie będę ukrywać że jako radosna singielka – studentka na garnuszku rodziców miałam nieco inny stopień zorganizowania czasu niż dziś, kiedy jako młodą żonę z własnym garnkiem regularnie frapuje mnie niemyta podłoga i głodny kot. Dodatkowo praca na etat, uczelnia zaoczna, praca magisterska, szykowanie ślubu, OMG. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych, także rozpoczynamy podróż w czasie.

Chwila chwila, może wcześniej opowiem coś o sobie. Byłam lichym dzieckiem ze zwolnieniem z WF aktualnym przez pół życia. Drugie pół spędziłam jako ostatnia w wybieranych drużynach do siatkówki. W sumie się nie dziwie, bo mecz spędzałam chowając się przed piłką. Na studniówce nie chcieli mi pozwolić tańczyć poloneza, bo nie mogłam nauczyć się kroków, ale w końcu jakoś wypłakałam. Przez pierwsze testy sprawnościowe na studiach zastanawiałam się czy prędzej złamie sobie kręgosłup przy skłonie w przód, czy dostanę zapaści podczas truchtu. Można więc stwierdzić, że nigdy nie byłam typem sportowca.

Pierwsze 3 miesiące:

– 2h tygodniowo klasyki

– 1h tygodniowo rozciągania na grupowych zajęciach.

Tak początki były ciężkie, zwłaszcza że dołączyłam do grupy w połowie semestru. Większość znała już podstawowe pozycje, a ja byłam zielona jak ogórek i musiałam się zastanawiać, która noga jest prawa. Kilka pierwszych lekcji w grupie od zera to zawsze kocioł i rollercoaster – każdy patrzy głównie na to żeby nie kopnąć nikogo w głowę i samemu się nie zabić. Po paru zajęciach to jednak przechodzi, zwłaszcza że francuskiej nazewnictwo szybko wchodzi do głowy.

W kwestii rozciągania przypominam, że było to w zamierzchłych czasach przed erą Chodakowskiej, gdzie ćwiczenia z youtube nie były na takim stopniu ewolucji jak teraz. Teraz z rozciąganiem domowym jest o wiele łatwiej – sporo kanałów obfituje w przyzwoite zestawy ( w tym mój), jednak ze stacjonarnym rozciąganiem nadal jest słabo. Osobą z Wrocławia mogę polecić Vladimira z Akademii Tańca Esens, jednak nic innego na naprawdę dobrym poziomie nie udało mi się znaleźć ani w Warszawie, ani we Wrocławiu. A trochę szukałam…

3 – 6 miesięcy :

– 4h tygodniowo klasyki,

– 1h tygodniowo rozciągania na grupowych zajęciach,

– technika point.

Po 3 miesiącach wprowadziłam do harmonogramu wymarzone pointy. Jedyną formą która w mojej szkole rozpoczęcia zajęcia tego typu od podstaw, były zajęcia z dzieciakami w grupie 10-12lat. Ja miałam 21 lat. Nie powiem, trochę mi dokuczały. Zwłaszcza jak coś im wychodziło lepiej ode mnie. Nie powiem, ich rodzice trochę patrzyli z mieszanką dezaprobaty i pogardy. Ale nie ważne.

Kiedy i jak wejdziemy na pointy w dużej mierze zależy od naszego przygotowania fizycznego. Trzeba dużo ćwiczyć kostki, żeby przy pierwszych próbach nie nabawić się kontuzji. I tak, pierwszy raz boli. Uczucie jest takie jakby ktoś nam obił stopy młotkiem. Ważne są dobrze dobrane pointy, dobre wkładki  i duża rolka plastra do obklejenia, najlepiej wszystkiego.  10401424_574716172658279_6407793457931425859_n

6-12 miesięcy

– 8h tygodniowo klasyki,

– technika point.

Ostatnie 6 miesięcy mojej wrocławskiej praktyki lekcje tańca klasycznego miałam codziennie, a czasami dwa razy dziennie. Po 3 miesiącach nadrabiania techniki point mogłam już chodzić na zajęcia z „prawdziwymi dużymi baletnicami”. Na lekcje z dziewczynkami chodziłam dalej, ale już trochę mnie polubiły. Dodatkowo moje lekcje były na 3 poziomach – początkującym, gdzie szlifuje się technikę, średnio-zaawansowanym, gdzie wprowadzane są elementy wariacji i układów oraz zaawansowanym, gdzie ludzie głównie się o mnie potykali. Zajęcia point były prowadzone na poziome średnio- zaawansowanym i zaawansowanym po zajęciach, przez ostatni kwadrans.

Po roku pierwszy raz zatańczyłam w spektaklu baletowym na pointach. Moja partia miała jakieś 30sekund, ale przez 3dni płakałam ze szczęścia.

532517_453164384739708_1229622327_n

Na dzień dzisiejszy:

– 4h tygodniowo klasyki

– 1,5 tygodniowo techniki pointe

– zajęcia wzmacniające

– homework

+ próby do spektakli

Po roku targały mną perypetie przeprowadzki z Wrocławia do Warszawy i cała seria fizyczno-psychicznych rozrób, które wyłączyła mnie z regularnych treningów na prawie rok. Do formy zaczęłam wracać w marcu zeszłego roku i ten powrót trwa w sumie do dziś. Udało mi się na nowych śmieciach ułożyć i zorganizować baletowe życie tak, że jestem zadowolona. Wypisane powyżej punkty to mój „plan minimum” który musi być zrealizowany, a jak uda się wygospodarować czas na coś więcej – genialnie. Zajęcia z techniki tańca klasycznego mam 2x w tygodniu, pełną 1,5 godzinną lekcję na pointach raz w tygodniu. Dodatkowo wprowadziłam ćwiczenia wzmacniające, na które poświęcam jeden dzień w tygodniu (środę) i dopasowuje je do aktualnego stanu ciała i ducha – jeżeli mam więcej siły idę na crossfit, w wypadku jak ciało jest przetyrane i namawia mnie na zestaw: piwo, chpisy, telewizor serwuje mu jogę, pilates czy zdrowy kręgosłup.  Od kiedy mam w domu salkę baletową, w piątki zamykam się tam i realizuje aktualne zapotrzebowanie. Najczęściej robię ćwiczenia przy drążku, moją serię wzmacniającą, rozciągam się i powtarzam choreografię na sobotę. Weekendy mijają na próbach do aktualnych spektakli, które czasowo są zależne od aktualnie ćwiczonych partii – czasami jestem tam dwie godziny dziennie, czasami osiem.

Jasne, zdarza się że coś się poprzesuwa, coś trzeba odpuścić albo przełożyć na inny dzień. Zdarza się też że wolnego czasu jest więcej i można poszaleć na dodatkowych treningach. Kluczem jest jednak dobra organizacja, planowanie z wyprzedzaniem i traktowanie treningu poważnie – w końcu jest kluczem to spełnienia naszych marzeń.

 

  • Mega ciekawy wpis, abstrakcja! A masz gdzieś napisane skąd wogóle taki pomysl? 🙂

    p.s. też byłem słaby z WF i też mi się odmieniło: http://lepszawersjasiebie.pl/2015/02/doktorat-z-zycia/

  • JJ

    Czy dobrze rozumiem, że zaczynałaś we Wrocławiu? Od dawna dość zastanawiam się nad zapisaniem się na jakieś podstawowe zajęcia i szukam sobie jakiejś szkółki właśnie tu 😀

    • Tak, zaczynałam we Wrocławiu w Szkole Baletowej Operetki Dolnośląskiej. Polecam!

  • aga

    Wlasny garnek, nowe smieci- uwielbiam Twoj styl pisania <3

  • ballerina

    wow, zaczęłaś tańczyć balet w wieku 21 lat (a myślałam, że to ja jestem za stara żeby zaczą a mam 17 lat)? gratuluję determinacji, sama bym spróbowała od zawsze ‚jarał’ mnie balet i wzroku oderwac nie mogla od tych pieknych batelnic. szkoda tylko ze w moim malym mieście nie ma się gdzie rozwijać…

    • A może jest tam w okolicy Dom Kultury, który prowadzi zajęcia z baletu dla dzieci? Jestem pewna, że tacy nauczyciele chętnie poprowadzą zajęcia z dorosłymi!

  • Marta N

    8 godzin klasyki tygodniowo… coś pięknego 🙂 ! 4 godziny – też cudownie. ja na razie mam tyle, ile dam radę zrobić w domu, ale może jak napiszę i obronię mgr to poprawię wreszcie moją prywatną statystykę…Twój blog bardzo mnie do tego motywuje! 🙂

    • Trzymam kciuki za pracę i powrót do baletu! Z inspiracjami zawsze do usług 🙂

  • Aleksandra K

    Wpis jak zawsze motywujący! <3 Jeśli chodzi i Wrocław to chciałam doradzić, że oprócz Operetki na Balet dla dorosłych warto chodzić do Wrocławskiej Akademii Baletu na Pl. Orląt Lwowskich. Jest i balet dla początkujących i rozciąganie. Dla poszłam tam z polecenia i bardzo mi się podoba. Jest wszystko powoli i dokładnie. Ja chodzę do Operetki 2x w tyg i do WAB 1x w tyg + mnóstwo rozciągania:D Powodzenia wszystkim początkującym!

    • Tak:) Jak mnie pamięć nie myli w WAB prowadzą zajęcia soliści Opery Wrocławskiej, także uszanowanko 🙂

  • Debiutantka

    Trafiłam tu przez przypadek, i poczułam się zmotywowana! Jestem człowiekiem co zdecydowanie nie sięgnie swoich palców u stóp, a na starość będę zgarbioną babuleczką. Ale.. może coś się zmieni. Jestem po pierwszych zajęciach baletu, oczywiście najmniej rozciągnięta z wszystkich uczestników, przy każdym kroku czuje mięśnie o jakich istnieniu nie miałam pojęcia, ale wciąga mnie to.. sama się dziwię, bo wiem że nigdy nie będę w tym dobra, ale ma to jakąś magię w sobie.

    • Ja na pierwszych zajęciach widziałam tylko jedną dziewczynę – pierwsza solistkę jak się okazało później, która była generacje lepsza ode mnie i miałam wrażenie że wszyscy tańczą tak dobrze jak ona, a ja się potykam o własne nogi:D Także może się wszystko jeszcze zmienić! Będzie dobra, będziesz najlepszą wersją tego na co Cię stać:) Trzymam kciuki !

  • Hej 🙂 mam okazję wrócić do baletu, ponieważ wyjeżdżam do Krakowa na studia (w Olsztynie balet był tylko dla dzieci w podstawówce, przestałam tańczyć w 3. lub 4. klasie) i znalazłam 2 ‚sensowne’ szkoły baletowe, tzn. w tygodniu są co najmniej 3h tańca… tyle że za te 3h trzeba zapłacić 200 zł miesięcznie. Jakoś, jak na studencki budżet i zamiary tańczenia również współczesnego (120 zł) wydaje mi się to bardzo dużo? Czy tak jest wszędzie? Mam to po prostu ‚łyknąć’, poświęcić inne wydatki? Docelowo chciałabym tańczyć więcej niż te 3h, ponieważ wydaje mi się to mało. Mam poświęcić współczesny? Wiem, wiem, szalone pytania, ale zupełnie nie wiem, co robić!

  • :)

    Do jakiej szkoły/na jakie zajęcia baletowe uczęszczasz w Warszawie? 🙂