Dlaczego nadal nie robisz szpagatu – 3 powody

21 czerwca 2016

sZ tym całym rozciąganiem jest taki problem, że jest bardzo niesprawiedliwe. Istnieją osoby, które bez wcześniejszych ćwiczeń są w stanie machnąć szpagat na imprezie i takie, które mimo lat pracy nadal mają jeszcze bardzo daleko. Co więcej – kiedy popełniamy kilka generalnych błędów, możemy nie rozciągnąć się nigdy. To bardzo mroczny scenariusz, dlatego żeby oddalić jego realizację, dzisiaj kilka podstawowych błędów, które stoją nam na drodze do upragnionego szpagatu.

Ostrzegam, nie pojawią się tu żadne powody to robienia sobie wymówek – nie wspomnę słowem o wieku, kondycji fizycznej, naturalnych predyspozycjach, elastyczności mięśni, energii z kosmosu oraz faz księżyca. To owszem, są przeszkody, ale tworzone wyłącznie przez nas. Nie mniej, jest też dobra wiadomości – na wszystkie poniższe mamy wpływ, a po ich wyeliminowaniu nie ma szans, żeby nie zobaczyć progresu.

 

1. Złe podejście. 

Jeżeli już u progu sali wychodzimy z założenia, że „postaramy się ale pewnie i tak nic z tego nie wyjdzie” lepiej zamknąć drzwi z drugiej strony i zmienić plany na te kilkadziesiąt minut. Psychologia rozciągania (o której szerzej tutaj) ma ogromny wpływ na rozciąganie i tak naprawdę to ona decyduje o efektach. Dlaczego osobom które uważają się za rozciągnięte i elastyczne efekty przychodzą łatwiej, niż tym którzy od początku zakładają, że będzie im ciężko? Jeżeli sam wmówisz sobie, że jesteś „zardzewiały”, „zastały” i „mało elastyczny” Twoje ciało też takie będzie.

Rada? Załóż, że bycie elastycznym to kwestia czasu. Wizualizuj swoje efekty jeszcze długo przed tym, jak się pojawią. Przychodzi na treningi z nastawieniem, że efekty są w zasięgu Twoich możliwości, a ćwiczenia to środek to celu.

2. Brak regularności. 

Rutyna to najlepszy kumpel każdego sportu – jeżeli nie ma regularności, nie ma też efektów. Wiadomo, w dzisiejszych czasach, kiedy pędzimy i ciężko nam czasem regularnie jeść, a co dopiero regularnie ćwiczyć, łatwo jest obudzić się w fotelu i zauważyć że ostatni raz ćwiczyliśmy 3 miesiące temu. Jednak żeby przyzwyczaić nasze ciało to nowych zakresów, niezbędna jest powtarzalności – im cześciej coś robimy, tym mniej jest to egzotyczne dla naszego ciała i mózgu.

Rada? Realnie rozpisz treningi – godzina rozciąganie w tygodniu to minimum, ale od Ciebie zależy, jak będziesz ją dawkował. Dla jednej osoby idealne będą zorganizowane zajęcia raz w tygodniu, dla innej najwygodniej będzie rozciągać się codziennie po 15min. Najważniejsze, żeby trening był faktycznie dostosowany do Twojego czasu i wymiaru pracy – taki, który jest za długi lub zbyt częsty będzie przekładany „na jutro”. A to „jutro” nie przychodzi nigdy.

3. Rozciąganie „na spięciu”.

Nigdyś moje ulubione, w którym udało mi się przez pół roku nie zobaczyć absolutnie żadnego efektu przy regularnych treningach – a to już sukces. Stres, „o Boże zaraz rozerwą mi się nogi”, „jak zejdę niżej to już  nie wstanę” to najwięksi wrogowie rozciągania. Spiętego mięśnia nie da się rozciągnąć. Stres, który pojawia się w naszej głowie ma nas przygotować do ucieczki, a cieżko jest uciekać w szpagacie.

Rada? Wyluzuj się. Nasze ciało żeby powiększyć swój zakres musi być jak najbardziej zrelaksowane (ale nie mylmy pojęć – aktywne nogi, proste plecy i wyciągnięty kręgosłup nie stoi w żadnym wypadu na drodze do „zrelaksowanego ciała”, zupełnie nie mam na myśli rozciągania się „na flaku”). Pamiętaj o oddechu – miarowy oddech to najlepszy przyjaciel rozciągania. Staraj się pozbyć z ciała stresu – napięte mięśnie twarzy i zaciśnięte mięśnie to nie najlepszy sposób na relaks w trakcie rozciągania.

Podsumowując, najszybciej i najefektywniej rozciągniemy się nie zakładając, że nie uda nam się rozciągnąć. Regularna i staranna praca, opata na wiedzy o naszym ciele, zredukowania stresu i odprężenie ciała podczas ćwiczeń nie mogę nie przynieść wymarzonych efektów.

A przede wszystkim – wiara w siebie, swoje możliwości i „kto jak nie ja?!”

  • Dodałabym jeszcze kilka punktów od siebie, dla mnie chyba najistotniejszy: ROZCIĄGANIE NA PÓŁ GWIZDKA. niektórzy liczą że kilka skłonów do nogi w momencie czuć już opór, to metoda dojścia do szpagatu. A niepowodzenia zwalają na złe predyspozycje :). Dla mnie dobry stretching jest wtedy, kiedy leje się pot i przede wszystkim wiem, że już po prostu dałam z siebie 100%. Trochę dziwnie mi się słucha koleżanki, która rozciąga się 4 razy w tygodniu w domu (pewnie przed telewizorem), a mimo to po 8 miesiącach nadal do szpagatu jej daleko. No i oczywiście SŁABE ROZGRZANIE MIĘŚNI PRZED ROZCIĄGANIEM (po którym następuje długie rozciąganie „na pół gwizdka”). Jeden z grzechów głównych podczas domowego stretchingu :). Pozdrawiam! 🙂

  • Miśka Misia

    A ja sobie codziennie po godzinkę, z 2 dniami przerwy i udalo sie w dwa tygodnie! Twój blog jest naprawdę genialny, pozdrawiam 🙂

    PS. Będą jakieś warsztaty albo coś na Pomorzu?